wtorek, 31 marca 2015

Rozdział 20

Na wstępnie chciałabym was bardzo przeprosić, że tak długo mnie nie było. Powodem mojej nieobecności jest zepsuty laptop. Jest on w naprawie i miałam nadzieje, że szybko go odzyskam. Niestety czekam i czekam, a rozdziału nie ma :c Piszę go na telefonie (czego bardzo nie cierpie), więc bardzo proszę o wyrozumiałość jeśli chodzi o mase błędów, które zapewne się pojawią.
------------------------------------
*Selena*
-W takim razie mam nadzieje, że patrzyłeś.
-Tego ci nie powiem- chłopak zaśmiał się- a tak z innej beczki... zostaniesz na śniadanie?
-Wiesz chciałabym, ale rodzice jeśli zobaczą, że nie jestem u siebie w pokoju to zrobią aferę na cały kraj.
-Zgrywasz się?
-Czy wyglądam na taką, która w tym momencie żartuje?- zapytałam z poważną miną.
-No wiesz... jesteś w mojej niewyprasowanej koszuli, cała rozczochrana, tusz do rzęs masz na całej buzi... powiedzmy, że może trochę na taką wyglądasz- powiedział z sarkazmem- ale i tak jesteś piękna.
-Co?- zrobiłam wielkie oczy.
-Ej, przepraszam. Nie będé już z ciebie żartował- w jego głosie było czuć wyrzuty sumienia.
-Jak ja wyglądam?!
Teraz dopiero to zrozumiałam. Cała brudna, z rozmazanym makijażem. Za koszule nikogo nie winie. Jak mogłam pokazać sié w takim stanie Trevorowi? Pewnie prawi mi teraz komplementy, a za moimi plecami gada jak się zachowuje.
-Jest jakaś szansa, że wyprałeś moje ubrania?- uniosłam brwi.
-Cóż... nie.
-W takim razie jesteś zmuszony kupić mi jakieś- przymrużyłam oczy i uśmiechnęłam się złowieszczo.
-To chyba nie będzie konieczne- powiedział.
-Jeśli chcesz włamać się do mojego domu to stanowczo odmawiam. Zbyt dużo kamer i alarmów. Uwierz, próbowałam wrócić do domu po imprezie i źle się to skończyło.
Chłopak lekko się uśmiechną.
-Chodź za mną.
Prowadził mnie przez korytarz, na którym wisiały zdjęcia z życia Trevora. Jedno mnie zastanawiało. Na niektórych z nich Trevor pozował z jakąś dziewczyną. Widać, że lubiła eksperymentować z kolorami włosów. Blond, brązowe, czarne, rude, niebieskie, zielone, czerwone to tylko niektóre z nich. Chłopak otworzył szerokie drzwi. Za nimi stoi wiele szaf, a w nich pełno ubrań.
-Skąd ty je wszystkie masz?- zrobiłam mine bardzo zdziwionej.
-Czasami wpada tutaj moja siostra, Chloe- wytłumaczył.
-Czasami? Ty masz siostre?
-Mam i czasami, a teraz coraz częściej. Chyba się przeprowadza, ale w międzyczasie wybierz sobie coś z jej garderoby.
-Ok... W takim razie będę miała w czym wybierać, a ty możesz już iść. Poradzę sobie.
-A co gdyby nagle spadła ci koszula?
Spojrzałam na chłopaka ze wzrokiem, który na pewno mówił "nie wiem o co chodzi". Trevor podszedł do mnie. Zaczął rozpinać koszulę.
-Co robisz?
-To moja koszula. Musisz mi ją oddać- powiedział z cwanym uśmieszkiem.
-Poczekaj, to zaraz ci ją oddam- drażniłam się z nim. W rzeczywistości wiedziałam o co mu chodzi.
W końcu stałam rozebrana przy chłopaku. Oczywiście... ciekawe gdzie podziała się moja bielizna. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Oddawaliśmy sobie głębokie pocałunki.
-Na pewno tego chcesz?- spytał.
-A ty nie?
-Pewnie, ale wiesz... ja nigdy- powiedziałam z lekkim wstydem.
-Spokojnie...
I znowu powróciliśmy do tamtej czynności.

*Lucy*

Za dwie godziny koncert. Zaczęłam się szykować. Wzięłam relaksującą kąpiel. Potem oczywiście zastanawianie się nad strojem. Coś na koncert, a jednocześnie na randkę z Damonem. Hmm...może sukienka? Nieeee. Po 15 minutach naprawdę długiego zastanawiania wybrałam czarną plisowaną spódnicę, do tego purpurowa bluzka i złote dodatki, a także skórzane buty na koturnach. Może skromnie, ale to właśnie mój styl. Wysoki kucyk i jestem już gotowa. Po raz ostatni pomalowałam usta malinowym błyszczykiem i gotowa wyszłam na taras. Zadzwoniłam do Seleny. Miała po mnie przyjechać, ale pewnie jak zwykle się spóźni. Nie zdążyłam zostawić wiadomości głosowej, ponieważ zobaczyłam Damona.
-Witaj śliczna!
-Cześć!
-Czekasz na kogoś?
-Tak...Selena jak zwykle się spóźnia.
-W takim razie jeśli idziemy na randkę to razem.
-Dobrze- uśmiechnęłam się.
-Wsiadaj- chłopak wskazał palcem na swój samochód.

***

30 minut później byliśmy już przed klubem. W środku niego było bardzo tłoczno. Chyba całe miasto słyszało o zespole. Gdzie nie spojrzałam wszędzie było pełno dziewczyn. Weszłam z Damonem do budynku trzymając się za ręce. Jakby Stefan miał jakiś radar z obranym celem na mnie wyszedł zza kurtyny. Oczywiście tłum dziewczyn zebrał się, aby flirtować z nim. Jego jednak to nie obchodziło. Patrzył na mnie z wielką tęsknotą. Ja też za nim tęskniłam. Gdy go potrzebowałam okazał się prawdziwym przyjacielem. Poza tym on naprawdę mi się podoba. Eh, czuje że to nie w porządku mieć ich dwóch, ale ja nie wiem czy kiedykolwiek wybiore. 
-Cześć Lucy!
Wtuliliśmy się w siebie na powitanie. Od razu poczułam zazdrosny wzrok na sobie. Należał on do Damona i chyba wszystkich dziewczyn w sali. Lekko się zaczerwieniłam.
-Nie przejmuj się nimi- uspokoił- cześć Damon- dodał chłodnie.
Damon spojrzał na niego jak na wroga poczym uścisnął moją dłoń jeszcze mocniej. Chyba chciał pokazać z kim przyszedł i że Stefan nie ma szans. 
-Stefan pośpiesz się! Zaraz zaczynamy!- krzyknął Bradley.
-Musze lecieć, ale cieszę się, że przyszłaś. Spotkamy się po koncercie, ok?
-Pewnie- uśmiechnęłam się.
Zdaje mi się albo Damon przy Stefanie jest całkiem inny. Nieśmiały? Raczej nie chce mówić za dużo? Sama nie wiem Wiem, że za specjalnie się nie lubią. Nie będę wnikać.
-Przyjaźnisz się z nim?- spytał.
-Yhy, a ty go nie lubisz?
-Powiedzmy, że jest ze mną...związany.
-Dobra- zmarszczyłam czoło. Nie wiedziałam co ma on na myśli 
-Chcesz coś do picia?
-Pewnie... wystarczy sok pomarańczowy.
-Zaraz wracam.
Coraz więcej ludzi pojawiało się w klubie. Wszyscy teraz mówią o jakichś ważnych osobistościach, którzy mogą zapewnić im kariere. Cóż, oby im się powiodło. 
Postanowiłam zadzwonić do Seleny. Ciekawe gdzie ona jest. 
-Selena?
-O cześć Lucy- powiedziała uradowana- przepraszam cię, ale jestem teraz zajęta.
-Miałaś być na koncercie- ciekawe..  po drugiej stronie słyszałam śmiechy i Selenę uciszającą... Trevora?
-Wiem, przepraszam. Niedługo tam będę. Pa.
I to był koniec naszej rozmowy.
-Proszę- chłopak podał mi szklanke do połowy zapełnioną pomarańczowym napojem.
-Dzięki- upiłam łyka. Dziwnie smakowało- to na pewno sok?
-Tak, ale dodałem do niego swój sekretny składnik: Bourbon- powiedział z dumą.
-Damon...-zaczęłam się śmiać- szkoda tylko, że nie pije alkoholu.
-Przecież masz przed sobą sok pomarańczowy.
On umie rozśmieszyć. Zbytnio nie protestując upiłam kolejny łyk soku, a później podzieliłam się nim z kwiatkiem, który stał koło baru. Na pewno polubi to picie. Nareszcie. Koncert rozpoczęty. Na początek Stefan, jako lider zespołu przywitał wszystkich. I tak się zaczęło. Przy wolniejszych piosenkach ludzie się spokojnie kołysali, a przy szybkich i dynamicznych skakali, tańczyli...ogólnie dobra zabawa. Nawet Damon poszedł tańczyć. Z początku chciał mnie zaciągnąć na parkiet, ale widząc moją niechęć dał sobie spokój. Ja, Lucy Hale, drobna dziewczyna w kącie lokalu zamiast tańczyć, śpiewać i się wygłupiać przetwatrzałam w głowie ich muzykę i myślałam sobie jakby można byłoby zagrać to na wiolonczeli. Jednak ich muzyka naprawde jest dobra, z chęcią jej słuchałam, jednak patrzyłam tylko w jedno miejsce. Stefan. To właśnie na niego patrzyłam przez cały czas.
-On wzbudza u mnie takie inne uczucia. Nawet nie wiem jak je nazwać. Z jednej strony jest moim przyjacielem, a z drugiej strony kimś więcej. Z Damonem wszystko potoczyło się tak szybko, dynamicznie. On też mi się podoba. Darze ich tym samym uczuciem, jednak jakby innym. Nie wiem jak to racjonalnie wyjaścić- powiedziałam do Seleny.
-Lucy, zakochałaś się w nim- powiedziała krótko.
-Ja? W kim?
-Sama wybierz. Niech twoje serce ci podpowie, chociaż teraz idzie w kierunku Stefana.
Oblałam się rumieńcem. Nie próbowałam tego ukryć. Mówimy sobie wszystko i nie ukrywamy swoich zachowań, nawet tych głupich. Nigdy nie miałyśmy przed sobą tajemnic. Nigdy nawet nie pokłóciłyśmy się tak ostro. Były to tylko kłótnie o lalki lub o chłopaków w szkole podstawowej. Niektórzy znają ją jako imprezowiczke, inni jako poukładaną dziewczynę ze wzorowym zachowaniem i ocenami. Swoją drogą nigdy nie wiedziałam jak ona to ze sobą godzi. Ale zmierzam do tego, że znam ją z tych dwóch stron. Bardzo ją kocham. Jest moją rodziną, chyba jedyną, bo rodzice...nawet nie chcemi się o nich myśleć. No i jeszcze państwo Gomez traktuje jak rodzinę. Mówię do nich "ciociu, wujku" chociaż nie jesteśmy spokrewnieni. Kiedyś nawet chcieli żebym u nich zamieszkała, ale jakoś nie wyszło.
Tak to już od około 20 minut siedziałam w łazience z Seleną i rozmawiałyśmy o wszystkim, jak zawsze. Weszła do klubu z Trevorem, rozpromieniona jak nigdy.  Teraz o to ją zapytam.
-Może masz racje...zmieńmy już temat, bo teraz ja zapraszam cię na przesłuchanie- obie zaczęłyśmy się śmiać.
-Ok
-W takim razie gdzie byłaś, dlaczego nie mogłaś rozmawiać przez telefon, dlaczego się spóźniłaś i kogo ubrania masz na sobie?
-Od razu poznałaś...
-Jasne, przecież znam twoją szafę na pamięć.
-No dobra... ubrania należą do siostry Trevora, Chloe. Jak wiesz wczoraj byłam na wyścigach i powiedzmy, że trochę wypiłam. Pobiłam się z Karen, a i jeszcze zwymiotowałam przy Trevorze. Przynajmniej tyle wiem, bo mało co pamiętam. Rodzice by mnie zabili, więc zostałam u niego. Moje ciuchy wyglądały okropnie, więc pożyczyłam od jego siostry. To znaczy Trevor mi pożyczył, bo jego siostra dopiero się wprowadza. I...
-Mówwww- prosiłam.
-Ja...my...zrobiliśmy to- dziewczyna mocno się zaczerwieniła.
-Nie gadaj! Mówisz poważnie?
-Yhy, chociaż garderoba to nie najlepsze miejsce, ale poradziliśmy sobie- wybuchnęłyśmy śmiechem.
-O matko! A teraz uwaga, bo będę prawiła ci rodzicielskie kazanie. Zabezpieczyliście się?! Czy ty wiesz co może się stać?! Ciąża...
-Tak mamusiu- i znowu zaczęłyśmy się śmiać.
-Wiesz teraz coraz rzadziej to sobie mówimy... Kocham cię Selena!
-Ja ciebie też kocham Lucy!
Mocno się przytuliłyśmy. Łezka w oku się zakręciła. Życze wszystkim mieć taką przyjaciółkę.
-Dobra choćmy już bo chłopaki pewnie nas szukają.

*Karen*

Gdy wychodziłam z toalety usłyszałam otwierające się drzwi łazienki. Po głosach poznałam, że to ta suka Selena i Lucy. Postanowiłam zostać i podsłuchać ich rozmowe. Jak z nut zdradzały swoje sekrety. Mogłam dzięki temu zaszantażować je, a one nic na to by nie mogły poradzić. Później przyszła pora na ckliwe wyznania, aż mi się rzygać zachciało. Rozmawiały chyba z 15 minut. Na szczęście poszły, więc ja mogłam wyjść. Na razie zostawie te sekrety dla siebie, ale obiecuje, że Selena mnie popamięta. Może zaczne od Trevora...

*Lucy*

Po koncercie wszyscy byli w dobrych nastrojach. Chłopaki z The Vamp rozdawali autografy i brali numery od ładnych dziewczyn. Oczywiście wyjątkiem był Stefan, którego myśli zaprzątało coś innego. Nawet nie zauważyłam kiedy straciłam z oczu Damona. Ku mojemu zaskoczeniu, gdy się odwróciłam Stefan prowadził jakąś blondynke w stronę tylnego wyjścia. Pierwsza moja myśl "A to dupek!". Postanowiłam pójść za nimi. Ostrożnie wyjrzałam i ku mojemu zdziwieniu stał tam i Damon, i Stefan wraz z blondynką, która teraz stała jak zahipnotyzowana.
-Zrób to! Powiedziałem zrób to!- krzyczał Damon.
-Nie mogę! Ja tak nie robie! Przemień ją, a mi daj spokój!
W tej samej chwili Damon za pomocą paznokci, a raczej pazurów nie wiadomo skąd przebił tętnice dziewczyny. Natychmiast poleciała krew. Wzrok Stefana w tym momencie jest jakoś dziwnie znajomy. Tak jakby przydarzyło mi się to samo. To bardzo przypomina mój koszmar. Zaraz, zaraz... JA PAMIĘTAM! Stefan... potwór...czuje, że tracę kontrolę. Zaraz znów to się stanie. Muszę się temu oprzeć. Nie mogę stracić przytomności! Muszę pomóc tej dziewczynie! W tej samej chwilii Stefan wbija swoje kły w tętnice dziewczyny. Wysysa z niej krew. Robi to samo co ze mną. Muszę temu zapobiec.
-Przestań! Przestań!- krzyczę.
Obaj chłopacy bardzo zdziwieni patrzą na mnie. Czerwone jak krew źrenice Stefana stykają się z moimi. Chłopak opanowuje się. Zmienia swój wygląd i przybiera postać normalnego nastolatka.
-Lucy przepraszam! Wszystko ci wyjaśnimy.
Padam na zimną ziemię. Przed oczyma mam postać małej dziewczynki w błękitnej sukience. Zmienia się w krwistoczerwonego trupa. To ta przerażająca postać.
Mam tylko jedno pytanie: DLACZEGO JA?


***
Naprawde bardzo was przepraszam za moją długą nieobecność! Nie mam pojęcia kiedy odzyskam laptopa. Jedno jest pewne. Znowu będziecie musieli czekać długo na nowy rozdział. Ten w całości pisałam na telefonie, więc przepraszam za błędy.
Jak widzicie sporo się dzieje. Obiecałam, że w 20 rozdziale wydarzy się coś ważnego. No i proszę :)
Przychodzę do was także z szablonem i zwiastunem. Piszcie proszę czy wam się podobają. Chciałam tylko zaznaczyć, że zwiastun ten robiłam SAMA. Natomiast zamówiłam już zwiastun w zwiastunowni. Myszę na nuego tylko poczekać. Mówcie szczerze co o nim sądzicie. Naprawdę się przy nim napracowałam, jednak niektóre zdjęcia lub gify są zbyt długie, za co przepraszam, ale nie da się ich skrócić. Nadchodzą święta, a więc i wolne od szkoły. Pomęczę się przez ten czas z pisaniem rozdiału na klawiaturze telefonu, a tym czasem do następnego :*

KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 19


*Selena*
Tak jak obiecał Trevor o godzinie 21 podjechał swoim motocyklem pod mój dom. Podjechał jednak od tyłu, ponieważ wymknęłam się przez okno. No dobra... uciekłam. Mniejsza. Rodzice w życiu nie pozwoliliby wyjść mi o tej porze, chyba że byłabym z Lucy. Uważają ją za odpowiedzialną, to dlatego. Jeszcze gdyby zobaczyli chłopaka i to na motorze wyścigowym! Chyba dostaliby zawału. Bardzo ich kocham, jednak są zbyt opiekuńczy. Postawiłam na luźne ubranie, trochę "zdzirowate". Zapewne tamte dziewczyny mają... powiedzmy ubranie ograniczone, a ja nie chciałabym wyjść na jedną z nich. Powiedzmy, że mój strój jest odpowiedni, może trochę wyzywający, ale bez przesady do tego typu randki. Chwila... nazwałam to randką. Mnie pasuje :D Moje rozmyślania przerwał Trevor. Miał starannie ułożoną grzywkę, biały T-shirt oraz jeansowe spodnie. Myślę, że jego strój był ok. Selena koniec z ocenianiem strojów. 
-Hej!
-Cześć Trevor!
-Ładnie wyglądasz.
-Dzięki- i od tego momentu uśmiech nie schodził mi z buzi.
-Wiesz, tamte dziewczyny są ubrane trochę... skąpiej niż ty. Myślę, że nie będzie ci to przeszkadzało. 
-Dlaczego miałoby mi to przeszkadzać?- zapytałam, choć wiedziałam do czego zmierza chłopak. 
-Naprawdę mi się podobasz. Nie chcę żebyś poczuła się zazdrosna. 
Bez wahania objęłam chłopaka, po czym musnęłam jego usta.
-Nie jestem zazdrosna- powiedziałam z przekonaniem. 
Poza tym gdybym wiedziała, że Trevor mówi mi takie rzeczy, a potem idzie do innej to nasza "relacja" od razy by się rozpadła. Zdałam sobie właśnie z tego sprawę, że nawet nie wiem na czym stoimy. Jesteśmy razem? Raczej nie, choć szczerze chciałabym tego. 
-W takim razie wsiadaj.

***
20 minut później dojechaliśmy na miejsce. Wszędzie słychać warkot silników, rozmowy, a także... półnagie dziewczyny. E tam, nie ważne. Dzisiaj zamierzam się dobrze bawić. Nawet upicie się wcale mi nie zaszkodzi. Podjechaliśmy pod wolne miejsce. Natychmiast grupka ludzi zebrała się wokół, żeby podziwiać maszynę. Zrozumiałam, że Trevor jest faworytem w wyścigach, ale czy to możliwe, żeby tak młody chłopak mógł wygrać międzynarodowe zawody? Co z innymi? Po 30 minutach, gdy każdy znał na pamięć wygląd oraz części maszyny przeciwnika przyniesiono alkohol. Ja oczywiście, tak jak sobie obiecałam postanowiłam się upić. Sięgnęłam po raz kolejny po czerwony, plastikowy kubek i napełniłam go alkoholem. Byłam już lekko wstawiona. 
-Jak ci się podoba?
-Ka-Karen!? Co ty tu robisz?- wycedziłam przez zęby. 
-To samo co ty. Przyjechałam. W zawodach uczestniczy mój chłopak. Poza tym nie muszę ci się tłumaczyć. Stoi tam, idę do niego.
Poszłam za blondynką, ponieważ poznałam chłopaka. Stał naprzeciwko Trevora i z nim rozmawiał. Widać można było z daleka, że rozmawiają "po przyjacielsku", jednak się nie lubią.
-Antonio?
-Cześć Selena!- chłopak przytulił się do mnie czule- co ty tutaj robisz?
-Wy się znacie?- powiedzieli jednocześnie Karen i Trevor.
-Pewnie. Antonio to mój daleki kuzyn, ale jednak członek rodziny. W dzieciństwie często do mnie przyjeżdżał z Hiszpanii, jednak teraz już nie. Właśnie dlaczego?- wyjaśniłam.
-Przepraszam, obiecuję poprawę- chłopak położył rękę na sercu, a ja zaczęłam się śmiać.
Ukradkiem spojrzałam na Trevora. Był wyraźnie zszokowany, tak samo jak Karen.
-Wy jesteście rodziną?- w końcu odezwał się chłopak.
-Tak jak mówiła już Selena.
-Przecież to niemożliwe- burknął.
-Nie lubicie się czy jak?- zapytałam, licząc na szczerą odpowiedź.
-Antonio jest moim konkurentem.
-...który wygra- dodał Hiszpan. Puścił przy tym oko.
Wyraźnie rozzłościł tym Trevora. Jednak jest on opanowany, więc nie powinno dojść do kłótni lub bójki.
-Jeszcze zobaczymy- powiedział stanowczo Włoch.

***
Dwie godziny później prawie każdy był upity. Ja zaliczałam się do tej grupy, jednak po głowie cały czas chodziło mi to, że Antonio zadaje się z Karen. Przecież ta idiotka zaraz go rzuci dla innego lub wplącze go w jakieś kłopoty. Postanowiłam jej o tym wszystkim powiedzieć.
-Odczep się od Antonia!
-Luz suko.
-Jak mnie nazwałaś!?- spytałam z niedowierzaniem.
-Wszyscy wiedzą jaka jesteś naprawdę. Zdzirowata suka... mam wymieniać dalej?!
-Tego już za wiele!
I w tym momencie alkohol w moim organizmie, złość zaczął potężnieć. Bez wahania rzuciłam się na dziewczynę. Ona wyrwała mi kilka włosów, a ja oddałam jej tym samym. Popychanie i inne czyny sprawiły, że inni ludzie zrobili wokół nas koło. Chcieli więcej i więcej. Obie nie protestowałyśmy. Karen należało się i to porządnie. Nie chodzi tylko o to, że mnie przezwała. Chodzi o to jak traktuje wszystkich. Nigdy jej nie lubiłam, nie lubię i nie będę lubić.
-Dziewczyny uspokójcie się!- krzyknął Trevor.
Natychmiast za nim przybiegł mój kuzyn, który zaczął oddzielać nas od siebie. Niech będzie. Ja jeszcze nie skończyłam. Kiedyś jej się dostanie... i to porządnie!
-Co ci odbiło!?
-Wyluzuj Trevor. Chce się napić albo...- zaczęłam smyrgać palcem po klatce chłopaka...
-Przestań!
-Niech będzie. Ja idę się jeszcze bardziej upić. Może znajdę jakiegoś chłopaka, który będzie chciał dotrzymać mi towarzystwa.
Już 15 minut później wlewałam w siebie alkohol, tyle ile mogłam go pomieścić. Z dala widziałam Karen, która wciąż parzyła na mnie ze złością. Podeszła do mnie. Nie chciałyśmy się bić, nie tym razem, ponieważ wiedziałyśmy czym to się skończy.
-Dajcie dwie beczki z piwem!- rozkazała dziewczyna.
Już niecałe dwie minuty później stały one obok mnie i Karen.
-Znacie zasady. Kto pierwszy wypije beczkę, ten wygrywa- powiedział jeden z organizatorów wyścigu- Zaczynacie, gdy policzę do 3. Jasne?
Obie pokiwałyśmy głowami, na znak że rozumiemy zasady.
-1,2,3!!
W mgnieniu oka zaczęłyśmy opróżniać beczkę. Od takiej ilości alkoholu aż mi się chciało wymiotować i kręci mi się w głowie, ale muszę wygrać.
Już parę minut później została mi resztka. Gdy dokończyłam już ostatni łyk uniosłam wysoko ręce do góry w celu triumfu.
-TAK!!! I kto jest teraz suką!?
Karen założyła rękę na rękę po czym odeszła ode mnie z zażenowaniem. Postanowiłam pójść do Trevora. Nie miałam już co robić. Dopiekłam Karen, upiłam się. Cele osiągnięte.
-Selena!
-Trevor, kochanie chodź tu do mnie- uśmiechałam się od ucha do ucha.
-Upiłaś się... beczka piwa... nie, nie... nie wypiłaś wszystkiego.
-Mam to powtórzyć, żebyś zobaczył na własne oczy skarbie?
-Wracamy do domu- chłopak powiedział stanowczo.
-Nie, proszę. Moi rodzice mnie zabiją- jak na pijaną powiedziałam całkiem trzeźwo.
-W takim razie zostaniesz u mnie. Słuchaj, ja naprawdę się o ciebie martwię, a ty masz to gdzieś.
-Prze...
I w tym momencie zwymiotowałam. Dobrze, że nikt tego nie widział oprócz Trevora.
-Wszystko w porządku? Choć, zabieram cię stąd.

***
Dojechaliśmy do jego domu. To znaczy na czas wymiany rodzice wynajęli mu dom. Kiedyś mi o tym wspomniał. 
-W takim razie co robimy? 
-Idziemy spać.
-Nie, nie! Śpiewamy!!
*Baby, I'm preying on you tonight

Hunt you down, eat you alive
Just like animals, animals, like animals-mals
Maybe you think that you can hide
I can smell your scent from miles
Just like animals, animals, like animals-mals
Baby, I'm...



So what you trying to do to me
It's like we can't stop, we're enemies
But we get along when I'm inside you
You're like a drug, that's killing me
I cut you out entirely
But I get so high when I'm inside you*

-Proszę cię Selena bądź cicho, bo obudzisz sąsiadów. 
-Lalalalalalalalalalallaal
lalalalalalalalalaallalala
-Przyniosę ci aspirynę i może coś na sen... na pewno ci się przyda. 
-Pójdę spać jak mnie pocałujesz- powiedziałam jak naburmuszone dziecko.
-Obiecujesz?
Chłopaka podszedł do mnie, po czym pocałował mnie delikatnie w usta. Ja pogłębiłam pocałunek. Chciałam, żeby finał dzisiejszego dnia, a raczej nocy był super. No i proszę! Zdejmowałam już powoli swoją bluzkę.
-Zaraz przyjdę... z aspiryną- chłopak puścił mi oczko.
-Aleee...- tupnęłam nogą.
-Obiecałaś.
-Kochasz mnie?
Chłopak nie usłyszał, ponieważ nie był już w tym samym pomieszczeniu co ja. Położyłam się na łóżko. Zmęczenie dawało już o sobie znać. Zamknęłam oczy i po prostu zasnęłam. 
-Tak Selena- powiedział po cichu chłopak. 


*Lucy*
Obudziłam się następnego dnia rano. Pierwsze co przyszło mi na myśl, to mój sen. W głowie ciągle  tkwiło mi słowo "Wampiry". Natychmiast sięgnęłam po telefon. Odruchowo wpisałam ten termin. Wyskoczyły różne strony, które podawały informacje o tych istotach. Nie spodziewałam się tego. Wszystkie strony, słowo w słowo podawały to samo, co mi się przyśniło. Dzisiaj na szczęście sobota. Opuszczam dzisiaj TO MIEJSCE i mam nadzieję nigdy do niego nie powrócić. Dzwoniłam już wczoraj do rodziców. Pewnie zaraz przyjadą. Przed wyjściem pielęgniarka podała mi jakiś lek o nazwie "Werbena". Podobno ma pomóc w zwalczaniu bólu głowy. Ta maszyna pomaga, ale też szkodzi. Konsekwencja - straszny ból głowy.


***
-Weź swoje rzeczy Lucy z bagażnika- powiedział tata. 
-Pewnie.
Podczas powrotu do domu nie rozmawialiśmy ze sobą ani razu. Dzięki Stefanowi zapomniałam o problemach. W tym zalicza się sytuacja finansowa moich rodziców. Muszę się nad tym naprawdę zastanowić. Po 2 godzinach spędzonych w domu postanowiłam poważnie z nimi porozmawiać. Nie tylko na temat pieniędzy, ale i o koszmarach.
-Mamo, tato musimy porozmawiać.
Rodzice spojrzeli na siebie. Na twarzach mieli grobowe miny. Wiedzieli, że czeka nas poważna rozmowa.
-Chyba najwyższa pora- odpowiedziała mama. 
-Przemyślałam to dokładnie i zgadzam się, żebyście wypłacili moje pieniądze z konta. 
-Tak, wiesz wczoraj rozmawialiśmy z twoją siostrą. Pożyczy ona nam trochę pieniędzy. 
-Trochę?- zapytałam podejrzliwie.
-Może więcej niż trochę, ale to nie istotne.
-W takim razie idę do Juilliard- powiedziałam ze łzami w oczach. Wiem, że to trochę głupie, ale to od zawsze było moim marzeniem. Nigdy bym z tego nie zrezygnowała. Nawet bez pieniędzy bym coś wymyśliła. Byłam gotowa oddać gotówkę na podupadający interes rodziców, ale teraz gdy sprawa się wyjaśniła mogę dalej realizować swoje marzenie. Przypomniałam sobie jak dawno nie grałam na wiolonczeli. Od razu po tej rozmowie zagram.
-Wiadomo już coś o chorobie?
-Wykryto jakąś zmianę w twoim mózgu, jednak jeszcze nie wiadomo co to jest.
-Cz-czy to może być rak?
-Pewnie nie. Poza tym nie przejmuj się. Ted która godzina?
-Cholera...spóźnimy się!
-O co chodzi?
-Mamy spotkanie z ważnymi sponsorami. Musimy się szykować- powiedział tata.
Typowe. Zawsze coś im wypada. Nie mają nawet czasu porozmawiać z córką. Idę na górę. Wolę zatopić się w muzyce, niż słuchać kłótni rodziców. Tym razem kłócą się o... zapomnienie o której zaczyna się ich spotkanie. Wzięłam do ręki delikatnie smyczek. I po prostu odpłynęłam. Muzyka to nie tylko pasja. Muzyka to coś, co zostanie w twoim życiu na zawsze. Taki kawałek życia. Możesz przestać, ale zawsze pozostanie to w twoim sercu. Ja nigdy nie zrezygnuję z gry. Zbyt ciężko pracowałam, aby zrezygnować. Poza tym to jest to, co kocham robić i w przyszłości się tym zajmować na poważnie. Z transu wyrwał mnie dźwięk przychodzącego SMS-a.
Od: Stefan
Przyjdziesz dzisiaj na koncert?
Kompletnie zapomniałam. Przecież dzisiaj sobota. Ich zespół cały czas przekładał koncert, a teraz proszę. Oczywiście, że przyjdę. Przecież to ważne dla Stefana.
Od: Lucy
Pewnie. Czekaj xo
Natychmiast dostałam drugiego SMS-a. Nie był on od Stefana lecz od Damona. Swoją drogą dawno go nie widziałam. Ciekawe dlaczego mnie nie odwiedził. Może nawet nie wiedział.
Od: Damon
Spotkamy się dzisiaj piękna? :* 

Od: Lucy
Pewnie, może na koncercie The Vamp?

Od: Damon
Będę czekał.

Usłyszałam warkot odpalającego silnika. Wbiegłam szybko do garażu. Miałam nadzieję, że rodzice jeszcze nie odjechali. Miałam ich zapytać o której wrócą. Aaaa... no przecież. Ich nie interesuje gdzie będę, więc mogę nawet się nie pokazywać w domu przez tydzień. Zaciekawiło mnie jedno. Na żelaznych pułkach przybyło różnych torb oraz pudeł. Nigdy wcześniej ich tutaj nie widziałam. Fakt, rzadko chodzę do garażu, ale mogłabym przysiąc, że ich tu nie było. Postanowiłam zajrzeć. W końcu i tak nikt mnie nie oskarży o to, że przeszukuję garaż w swoim domu. Otworzyłam jedną z toreb. Ku mojemu zaskoczeniu był tam... ŁUK! W następnej też, a w jeszcze innej strzały. Są one inne od wszystkich, bo wykonane są z drewna! Otworzyłam pudła, a tam pistolety i kule wykonane z DREWNA! W innych torbach i pudłach jest jeszcze więcej broni. Jestem pewna, że z taką ilością można by otworzyć mały sklep z bronią. Pytaniem jest dlaczego rodzice trzymają tyle broni w domu. I dlaczego amunicja wykonana jest z drewna. Znów tyle pytań, a brak odpowiedzi. Wiem, że coś się dzieje wokół mnie, ale nie wiem co.

*Selena*
Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Z wczorajszej nocy pamiętam tylko tyle, że byłam z Trevorem na wyścigach. Tam spotkałam Antonia i...Karen! O matko! Karen! 
-Co ja zrobiłam!?
-Cóż, upiłaś się, a potem biłaś się z Karen, a potem wzięłyście udział w zawodach "Kto pierwszy wypije beczkę piwa". 
-Co ty tu robisz? Wygrałam?
-Jesteś u mnie w domu. I tak, wygrałaś. 
-Dzięki ci. Rodzice by mnie zabili. W sumie to dobrze, że wygrałam. Narobiłam ci kłopotów?
-Mnie nie. Narobiłaś raczej kłopotów sobie. Karen obierze cię pewnie jako wroga numer jeden.
-Strasznie się wczoraj zachowywałam?
-Jeśli można to tak lekko ująć.
-Mam jeszcze jedno pytanie: Dlaczego jestem w koszuli? Dobrze pamiętam, że byłam w innym stroju.
-Na swoje ubranie zwymiotowałaś. Nie mogłem pozwolić na to żebyś spała w takich ciuchach.
-Czy my... no wiesz?
-Nie. Chciałaś, ale usnęłaś.
Szkoda- pomyślałam.
-W takim razie jak mnie przebrałeś?
-Rękoma- chłopak uśmiechnął się lekko. 
-Czyli...
-Miałem zamknięte oczy, chociaż wcale nie twierdzę, że tak było. 


***
To chyba najdłuższy rozdział jaki napisałam do tej pory! Bardzo się z tego cieszę.
Jak widzicie Selena "trochę" zabalowała. 
Co myślicie o rzeczach znalezionych w garażu?
Myślicie, że choroba Lucy jest poważna?
Szabloniarka u której zamawiałam szablon znowu wystawiła mnie do wiatru! Przyznaję, że byłam bardzo wkurzona. Jedno jest pewne - nigdy więcej nie zamówię szablonu w tej szabloniarni. Zamówiłam już szablon u innej szabloniarki, która naprawdę wykonuje solidnie i piękne szablony W TERMINIE! Znaleźć możecie jej link u mnie po prawej stronie w podstronie "Buton". Ma ona jednak 28 dni na wykonanie szablonu, dlatego musicie być cierpliwi. Oczywiście to nie oznacza, że musi być ten czas 28 dni. Może go zrobić za tydzień, a nawet jutro. Proszę o cierpliwość!

* (tekst zaznaczony gwiazdką pochodzi z Maroon 5 - Animals)



6 KOMENTARZY=NASTĘPNY ROZDZIAŁ

sobota, 7 marca 2015

Rozdział 18

*Lucy*
Robiło się coraz ciemniej. Od paru godzin Stefan siedział na fotelu obok, rozmawiając ze mną o wszystkim. Rozmawialiśmy jakbyśmy byli przyjaciółmi od wielu lat. 
-Która godzina?-zapytałam.
-22.00
-Właśnie teraz kończy się pora odwiedzin. Pewnie zaraz przyjdzie pielęgniarka i cię wygoni. Do tego zaraz będę musiała się kłaść, bo muszą podczepić mi te głupie kabelki.
-Jeszcze mamy czas- Stefan wyglądał tak jakby wcale nie chciał wychodzić- po co te kabelki? Dlaczego tu jesteś?
-Już mówiłam. Mam pewne problemy ze snami.
-Coś więcej na ten temat?
Stefan zapytał, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć. Mam powiedzieć mu o koszmarach, które zmieniają się w jakąś chorobę, której lekarze nie mogą wykryć? Że meczę się od dzieciństwa?
-Dobra zmieńmy temat, bo chyba nie chcesz mi powiedzieć- powiedział poważnie.
-Ok- uśmiechnęłam się nerwowo do chłopaka.
I po tej rozmowie zmieniliśmy temat. Znowu się wygłupialiśmy i śmialiśmy. Trwało to tylko następne 30 minut, ponieważ pielęgniarka ze złowrogim nastawieniem do świata "wyprosiła Stefana" mówiąc łagodnie. Tak naprawdę to zaczęła trochę krzyczeć i się denerwować, czemu Stefan nie wyszedł dawno temu, ale później się trochę uspokoiła. Następnie weszli do mnie lekarze, którzy zaczęli podczepiać mi kabelki na głowie. Duża maszyna, która teraz stała obok mojego łóżka miała towarzyszyć mi przez całą noc. W tym ośrodku, szpitalu... ehh nawet nie wiem jak mam nazwać to miejsce nie miałam co robić całymi dniami. Dzisiaj uratował mnie Stefan, a jutro? Może zadzwonię po Selene, chociaż ona nie odbiera przez cały dzień. Ciekawe czym jest tak zajęta. Dzisiaj już nie mogę o tym myśleć. Muszę iść spać, chociaż wiem, że dopiero dochodzi 11 w nocy. Trochę boję się zamknąć oczy, bo wiem, że mogą mi się śnić koszmary. W dzieciństwie miałam czasami lepsze noce,  to znaczy że nie śniły mi się koszmary. Może i tak będzie tym razem. Gdy lekarze zaczynali podczepiać mi tą maszynę ręce mi się trzęsły, a nogi miałam jak z waty. Nie tak jak się idzie na randkę z wymarzonym chłopakiem, tylko tak ze strachu.

*Stefan*
Dobrze, że przyszedłem. Długo się nad tym zastanawiałem. Pomyślałem, że poczytam sobie kartę Lucy. Klątwa jest nieprzewidywalna, więc te sny o których mówiła mogą mieć związek ze mną lub Damonem. W złość wprawiła mnie tylko ta głupia pielęgniarka, która zaczęła na mnie krzyczeć. Szedłem szerokim korytarzem. Wszędzie było pusto, z racji późnej pory. 
-Przepraszam, ale musisz już opuścić ośrodek- powiedział głos za moim plecami. 
Obejrzałem się. Zobaczyłem tą wredną pielęgniarkę, choć teraz była milsza. Postanowiłem... zresztą co mi zależy. 
-Tak, oczywiście, jednak chce o coś zapytać. 
-Słucham- kobieta powiedziała oschle. Chyba naprawdę chciała się mnie pozbyć, jednak ja się nigdzie nie wybieram.
Rozejrzałem się dookoła, by zobaczyć czy nikogo nie ma. Na szczęście korytarz był pusty, więc mogłem zrealizować swój plan. Spojrzałem głęboko w oczy pielęgniarce. 
-Spójrz na mnie- kobieta momentalnie odwróciła swój wzrok, by zawiesić go na moich oczach.
-Będę mógł przychodzić o każdej porze, której chcesz. Masz być miła dla pacjentów, dla mnie, a w szczególności dla Lucy. Nie chce słyszeć żadnego podniesionego głosu. Zrozumiałaś? Odpowiedz. 
-Oczywiście- kobieta przytaknęła.
-Zaprowadź mnie teraz do miejsca, gdzie trzymacie wszystkie kartoteki pacjentów. Wiesz coś na temat Lucy?
-Lucy Hale? Ma koszmary, przez co zdarzało się, że traciła przytomność. Sny zmieniają się w chorobę, której lekarze nie mogę wykryć od wielu lat. Leczy się od dziecka. Przez parę lat przebywała w naszym ośrodku, ale w innym mieście- powiedziała posłusznie pielęgniarka. 
-Możesz odejść. Zapomnij o tej rozmowie- rozkazałem, gdy kobieta doprowadziła mnie w miejsce docelowe. 
Wyjąłem kartotekę dziewczyny. Zacząłem czytać. Już wiem wszystko o jej chorobie. Postanowiłem, że zostanę. Wejdę do pokoju Lucy i będę siedział tam całą noc. Chce zobaczyć jak postępuje choroba, czy ona tyko śni. Wszedłem ponownie do sali 101. Zobaczyłem śpiącą dziewczynę, a obok niej maszynę oraz podpięte kable do głowy Lucy. Usiadłem na fotelu. I po prostu siedziałem.

*Lucy*
Zaczęłam śnić. Na razie nie było to nic strasznego na szczęście. Wiem, że to dziwne, ale ja po prostu czuję, że śnie. Tego nie da się opisać. Jestem jednocześnie na jawie, ale też mogę... podejmować sama pewne decyzje? Gdy się budzę, to pamiętam wszystko. 
Nagle znalazłam się w swoim pokoju. Na łóżku siedział Stefan czytając jakieś książki, a ja szperałam w Internecie informacje dotyczące wojny secesyjnej. Sięgnęłam po nożyczki, gdy niechcący przedarłam sobie nimi skórę. Natychmiast czerwona ciecz zaczęła mi lecieć z palca. Zaczęłam przekonywać chłopaka, że to nic takiego, jednak on patrzył na krew tak łapczywie. Jego kolor źrenic zmienił się na czerwony. Stefan cały czas krzyczy, żebym uciekała, a ja nie wiem o co chodzi. Zbiegłam na dół. Tam czkał on już na mnie. Podszedł do mnie i wbił się swoimi zębami w moją tętnice. Krzyczę. Naprawdę głośno. 

*Stefan*
Nagle zaczęło się coś dziać. Lucy zaczęła się kręcić. W końcu zaczęła głośno krzyczeć. Natychmiast w maszynie uruchomił się alarm. Nie chciałem zostawić dziewczyny, jednak w oddali słyszę zbliżających się lekarzy. Ostatni raz podbiegłem do dziewczyny. Złapałem ją za rękę, po czym pocałowałem ją w policzek. Ku mojemu zdziwieniu dziewczyna uspokoiła się. To naprawdę dziwne. Może w jakiś sposób jej pomogłem? Sam nie wiem. Teraz muszę się gdzieś ukryć. Wszedłem do innej sali, która służyła pewnie jako gabinet jakiegoś lekarza. Wytężyłem słuch. Wszyscy lekarze myślą, że maszyna jest popsuta, ponieważ gdy weszli do sali to Lucy spała spokojnie. Teraz usłyszałem od jednej pielęgniarki, że maszyna wykryła jakąś dużą zmianę w mózgu. To pewnie nie wróży nic dobrego. Zajrzałem ukradkiem do sali 101. Była już tam tylko pielęgniarka, która podawała jej leki i kroplówkę. Za ścianą cały sztab lekarzy omawiał wyniki Lucy. Dziwili się jak mogło do tego dojść. Chcieli oni umiejscowić ją w jakimś ośrodku. To wszystko wydaje się taki dziwne. Muszę udać się do Rady Starszych, żeby zapytać czy ta choroba ma coś wspólnego z klątwą, 

*Lucy*
Mój oddech stał się spokojny i opanowany. Pamiętam wszystko z poprzedniego snu. Łapię się za swoją szyję, jednak nie wyczuwam żadnej rany. Znowu pojawiłam się w swoim pokoju. Usiadłam na krześle przed biurkiem. Na stronie internetowej został wyświetlony termin "Wampiry". Zaczęłam czytać o tych istotach różne artykuły, choć wiedziałam, że to nieprawda. Piją krew ludzi lub zwierząt. Mają kły i czerwone źrenice. Nie mogą przebywać na słońcu. Są nieśmiertelni, choć można ich zabić drewnianym kołkiem. Potrafią hipnotyzować ludzi. Było tam jeszcze wiele innych informacji. Cały czas miałam przed oczyma tamten sen. Stefan i te artykuły które czytam... to by się zgadzało, ale to niemożliwe. Przecież wampiry nie istnieją. To na pewno tylko zwykłe brednie. 


***
Cóż... jestem zadowolona z tego rozdziału. Ciągle Lucy i Stefan w tym rozdziale. Tak wyszło :D Obiecuje, że w następnym rozdziale będzie Selena i Trevor, a co do Damona to nie wiem. To już 18 rozdział! Blog ma dopiero 3 miesiące, a tu już tyle postów. Zbliżamy się do 20, a tam coś się wydarzy... ale nie powiem co XD Sny Lucy będę zaznaczała kursywą oraz pomarańczowymi literami.
Na moim blogu pojawiła się ankieta "Z kim powinna być Lucy". Znajdziecie ją pod "Moja lista blogów" z prawej strony. Zapraszam!


4 KOMENTARZE=NASTĘPNY ROZDZIAŁ

sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 17

*Lucy*

Obudziłam się w ciemnym pomieszczeniu. Leżałam na wygodnym łóżku, przykryta kremowym i grubym kocem. Do mojej głowy mam przypięte jakieś różnokolorowe kabelki. Wiedziałam do czego służą. Monitorują zmiany w moim mózgu podczas moich snów. Postanowiłam poleżeć na tym łóżku jeszcze trochę. Musiałam przemyśleć wszystko dokładnie co się stało. Koszmary z dzieciństwa nie mogły powrócić. Mam nadzieję, że laki pomogą. Nie mogłabym tak żyć. Zaczęłam myśleć o Stefanie. On ma taki sam kolor źrenic, przeraźliwą twarz. On pił krew z tej dziewczyny. Doszłam do wniosku, że Stefan i ta istota z mojego koszmaru mają coś wspólnego, coś mrocznego.
-Dzień dobry Lucy- powiedziała pielęgniarka, która szybkim ruchem zapaliła światło.
-Dzie...dzień dobry?- zmarszczyłam brwi.
-Po podaniu odpowiednich leków zapadłaś w głęboki sen, dzięki czemu mogliśmy sprawdzić czy w twoim mózgu są jakieś zmiany. Spałaś prawie 2 dni- wyjaśniła.
Wytrzeszczyłam oczy. Teraz już byłam pewna gdzie się znajduje.
-Gdzie są rodzice?
-Zaraz ich zawołam- pielęgniarka lekko się uśmiechnęła.
-Cześć słońce!
-Co mi się stało?
-Nie będziemy jej okłamywać- powiedział tata lekko zagryzając zęby, tak żebym nie usłyszała.
-Tato, mamo...- powiedziałam z pytającym wzrokiem.
-Koszmary z dzieciństwa... one powróciły.
Przełknęłam ślinę, która obstawała mi w gardle od dłuższego czasu, zamknęłam oczy, po czym zakryłam je swoimi dłońmi. Po dłużej ciszy postanowiłam coś powiedzieć. Powiedzieć cokolwiek.
-Co mówią lekarze?- zapytałam.
-Musisz brać leki, przebywać tu parę razy w tygodniu, a jeśli ci się pogorszy, cóż obawiam się, że będziesz musiała tu zostać. Mówią też, że twój stan zdrowia mógł pogorszyć się pod wpływem czegoś lub kogoś. Chodzi im o to, że może coś widziałaś lub słyszałaś co było podobne do twoich koszmarów- powiedział tata.
W moich oczach pojawiły się łzy. Nie chciałam wracać. Nie chce mieć tych koszmarów. Powtarzają się codziennie, od nowa to samo. Jednak wtedy w domu było całkiem inaczej. Czułam się jakbym śniła, ale jednocześnie jakbym była w jakimś transie. To coś powiedziało "mówiłem, że cię dopadnę". To nie brzmi zbyt dobrze. To znaczy, że koszmary będą się nasilać lub mój stan zdrowia się pogorszy? Oby nie.
-Czy ta maszyna zarejestrowała jakieś zmiany w moim mózgu?- zapytałam ocierając łzy swoją ręką.
-Nie... tak jakby w domu nic ci się nie stało. Zupełnie nic.
-Super- powiedziałam obojętnie.
-Pamiętasz o czym rozmawialiśmy zanim to się stało?- zapytała mama niepewnie.
-O pieniądzach?
-Możemy kontynuować tą rozmowę teraz, czy nie jesteś na siłach- mojej rodzicielce zaczął drżeć głos.
-Ashley może kiedy indziej- powiedział stanowczo tata.
-Nie Ted, jak nie dzisiaj to kiedy?!
Oby znowu nie zaczynali kłótni. I to w takim miejscu. Moje koszmary powróciły, a oni kłócą się o pieniądze.
-Dobrze, niech będzie- Ted niechętnie się zgodził, po czym usiadł na fotelu obok łóżka.
-Rozmawialiśmy o tym, że popadliśmy w długi. Konkurencja rośnie, więc potrzebne są nam pieniądze. Jak wiesz na naszym koncie nie ma już ani złotówki. W sumie nie wiem czy to konto nadal istnieje...
-Mamo do rzeczy!
-Potrzebujemy pieniędzy Lucy- dodał tata.
-Nasz środki na czarną godzinę się skończyły, więc wręcz musimy wziąć pieniądze z twojego drugiego konta.
-Przecież to są moje odłożone pieniądze na Juilliard. Przecież wiecie, że to moje marzenie. Chcecie je odebrać tylko dlatego, że praca jest dla was ważniejsza ode mnie?!- zaczęłam się złościć, choć wyglądałam na opanowaną.
-Doskonale wiemy, ale jest też masa innych szkół, które są tak samo dobre.
Mam mówiąc to sięgnęła po torebkę. Wyjęła z niej jakieś dokumenty.
-Spójrz, wystarczy podpisać- uśmiechnęła się do mnie, jakby chciała powiedzieć "masz to podpisać!"
-Podpiszę to, a potem zrujnuje swoje marzenia. Nie, dzięki. Idźcie sobie- i tak właśnie o to rodzice zepsuli mi humor na resztę dnia. Chyba nie może być on jeszcze gorszy.
-W razie papiery kładę ci na szafkę. Lekarze wypiszą cię jutro lub dzisiaj. Zadzwoń kiedy mamy cie odebrać.
Gdy rodzice poszli założyłam na siebie koc, po czym opatuliłam się nim. Jego ciepło poprawiało mi humor, przynajmniej nie trzęsłam się z zimna.

***

Za oknem robiło się już ciemno. Zsunęłam więc wielkie żaluzje na okna. Znowu opatuliłam się kocem, no bo przecież co innego można było tutaj robić. Co parę godzin przychodziła pielęgniarka z pytaniem czy wszystko u mnie w porządku lub podawała mi leki. Niestety nie jest w porządku. Koszmary powróciły, lekarze nie wiedzą jak temu zaradzić, rodzice chcą zrujnować moje marzenie. Jedyna pozytywna rzecz w moim umyśle prowadziła do Stefana, choć próbuje sobie tak jakby coś przypomnieć. Wiem, że to jest coś związane z nim, jednak nie mam pojęcia co. Jak na zawołanie chłopak stanął w drzwiach mojego "pokoju".
-Hej, nie przeszkadzam?
-Hej, szczerze mówiąc jesteś moim ratunkiem na nudę- Siadaj.
-Wszystko w porządku? Czemu tu jesteś?
-Od dziecka mam pewne problemy... ze snami. Zresztą nieważne. Jak mnie znalazłeś?
-Mam swoje sposoby- Stefan uśmiechnął się cwaniacko.
-Niech ci będzie. Mam do ciebie prośbę. Jeśli spotkasz Selene to powiedz jej gdzie jestem. Nie odbiera ode mnie telefonów przez cały dzień.

*Selena*

Następnego dnia wstałam wypoczęta i szczęśliwa. Oczywiście powodem jest Trevor, a konkretniej nasz wczorajszy pocałunek. Szybko wyszykowałam się do szkoły tylko po to, żeby się z nim spotkać. Z daleka już go zauważyłam. Rozmawiał ze swoimi kolegami. Swoją drogą szybko zdobył przyjaciół. Chłopak chyba też mnie zauważył, ponieważ opuścił ich i zaczął iść w moją stronę. Poprawiłam szybko swojego koka, zacisnęłam dokładniej bandankę, próbowałam też opanować swoje emocje, jednak zbyt dobrze to mi nie wychodziło.
-Cześć!- powiedziałam uradowana.
-Cześć!
Trevor nie pocałowała mnie nawet w policzek, ale cóż wczoraj odbył się nasz pierwszy pocałunek, więc może to zbyt szybko.
-Czemu posmutniałaś?
-Nie dałeś mi buziaka- zrobiłam smutną minę.
Chłopak podszedł do mnie jeszcze bliżej, po czym pocałował mnie w policzek. Dobre i to.
-Nie rozdaje buziaków za darmo- chłopak powiedział żartobliwie.
-W takim razie czego chcesz?- przymrużyłam oczy.
-Dzisiaj wprawdzie nie ma wyścigów, ale prezentujemy swoje motory, więc jeśli chcesz...
-Jasne- wskoczyłam chłopakowi na szyję.


***
1. Szablon pojawi się 12.03., ponieważ szabloniarka się nie wyrobiła. Miał być wcześniej, ale cóż... nie wyszło.
2. Powiem tylko, że Selena spotka kogoś znajomego na zawodach :D
3. Nareszcie pojawił się Stefan! W kolejnych rozdziałach też będzie, razem z Damonem.
4. Jeśli pisze, że, np. 2 kom=nas. rozdział to wcale to nie oznacza, że od razu będzie następny rozdział. Po prostu komentarze motywują mnie do dalszego pisania :), więc jeśli będzie ich więcej to nawet lepiej. Piszę to po prostu, żeby nikt się nie czepiał, że obiecywałam, a nie opublikowałam rozdziału. 
5. W zakładce "Pytania i spam" możecie przysyłać swoje linki do blogów. Chętnie je przeczytam oraz wstawię na stronę główną do "Moja lista blogów".
6.
Zapraszam na świetnego bloga mojej koleżanki :D 
  

5 KOMENTARZY=NASTĘPNY ROZDZIAŁ

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 16

*Selena*
-Hej- powiedziałam słodko do Trevora.
-Cześć- chłopak odpowiedział nieśmiało. 
-Może pierwsze wpadniemy na kawę?-zaproponowałam.
-Jasne.
-Niedaleko jest taka fajna knajpa The Brew.
-Ok. chodźmy- Trevor uśmiechnął się. 

***
-Poproszę kawę, a ty Trevor?
-Pepsi i frytki- chłopak uśmiechnął się uroczo do kelnerki.
Poczułam się trochę jak zazdrosna dziewczyna, ale przecież Trevor podoba mi się.
-Na ile przyjechałeś?
-Na cały rok, a potem zobaczę.
-To znaczy, że myślisz nad zamieszkaniem w Nowym Jorku?
-Zdradzę ci sekret, ale nikomu o nim nie mów, ok?
-Pewnie.
Dopiero co się poznaliśmy, a on już chcę powierzyć mi swój sekret, dziwnie. 
-Przyjechałem na wymianę, ponieważ w mieście odbywają się międzynarodowe wyścigi motocykli. 
-Mówisz poważnie?- zrobiłam wielkie oczy. 
Trevor pokiwał głową na znak "tak". 
-Jejku, ale masz szczęście- powiedziałam z entuzjazmem- nie słyszałam o tych wyścigach....
-Są nielegalne- chłopak zakończył przygryzając swoją wargę. 
Trevor naprawdę zrobił na mnie wrażenie. Wymarzony chłopak. Gdy zobaczyłam go w szkole pomyślałam "O matko, jaki przystojniak! Wygląda na cudzoziemca, więc pewnie jest z wymiany, więc pewnie to kujon, ale i tak do niego zagadam" Teraz myślę, że nadal jest przystojny, ale jest takim "niegrzecznym chłopakiem". To w nim mi teraz imponuje. Poza tym chyba pasujemy do siebie. Ja nie jestem tą dobrą, on też nie jest aniołkiem. 
-Mamy wiele wspólnego- uśmiechnęłam się, tak szczerze jak nigdy.
-To znaczy?
-Oboje jesteśmy tymi złymi- uśmiechnęłam się tym razem złowieszczo, a w oczach chłopaka pojawiły się iskry.
-W takim razie zabiorę cię na te wyścigi.
-Mówisz poważnie?- zapytałam głosem pełnym entuzjazmu. 
-Mówię poważnie, poza tym jestem normalnym chłopakiem... jeśli można to tak ująć.
-Twoi rodzice wiedzą o tym?-zmarszczyłam czoło. 
-Tak- chłopaka założył rękę na rękę. 
-Pozwolili ci?- spytałam z niedowierzaniem- powiedzieli "Tak, pewnie jedź na te wyścigi, tylko się nie zabij." 
-Coś w tym stylu- zaczęliśmy się śmiać- ale na serio te wyścigi są niebezpieczne. Wygrywa ten, który dojedzie na metę żywy. W tych wyścigach nie ma żadnych zasad. 
Zrobiło mi się trochę smutno. Lubię Trevora. Lubię go bardzo. Znamy się niecały dzień, a już się do niego przywiązałam. Nie mogę go stracić. 

*Lucy*

Chodź pocałunek mi się podobał i wprawił mnie w dobry humor, to muszę się dowiedzieć za wszelką cenę co rodzice tutaj robią. Przecież nie przyjechaliby bez powodu. 
-Damon poszedł, więc mówcie po co przyjechaliście!- zażądałam. Może trochę przesadziłam, ale nikt przecież nie zna ich tak jak ja.
-O co ci chodzi kochanie, przecież przyjechaliśmy cię odwiedzić.
-Udajecie wspaniałe małżeństwo, ale przecież dobrze wiecie, że tak nie jest. Pytam po raz kolejny. Po co przyjechaliście?!
-Skoro tak o nas myślisz, to w porządku. Masz racje- zaczął tata.
-Widzisz kochanie, ostatnio rośnie konkurencja...
-Do rzeczy...- zaczęłam się denerwować.
-Spokojnie, zaraz wszystko wyjaśnimy- powiedziała łagodnie mama, choć wiedziałam, że stara mnie się tylko uspokoić, żebym nie wybuchnęła.
-Widzisz... rośnie konkurencja. Wiele ludzi nie korzysta już z naszych firm, inwestorzy odchodzą, a my zostajemy. Bez pieniędzy, ze swoimi upadającymi firmami- powiedział tata.
-Nie wierze! Chcecie kasy! Dlatego przyjechaliście! Chcecie kasy... ode mnie!- wybuchnęłam.
Nikt nie wiem jakimi okropnymi ludźmi są moi rodzice. Zrobią wszystko dla wzniesienia na szczyty swoje firmy. Nawet wyciągnął kasę od swojej córki. Mam szczęście, że nie jestem podła jak ta dwójka. Mogę sprawiać wrażenie chciwej, że nie chcę pożyczyć pieniędzy własnym rodzicom, ale tak nie jest. Nienawidzę ich. Wiedziałam, że nie przyjechali tutaj, żeby mnie odwiedzić. Przyjeżdżają jak czegoś chcą. Tym razem chodzi o pieniądze, tak jak i poprzednim razem i poprzednim. Mam dwa konta bankowe. Na jedne rodzice wkładają co jakiś czas kasę "w razie czarnej godziny", żeby wypłacić coś z konta muszą mieć moją zgodę na papierze, dlatego też przyjeżdżają do mnie. Chyba tylko dlatego. Jednak ostatnim razem opróżnili całe konto. Zostało mi jeszcze jedno. W nim trzymam odłożone pieniądze na Juilliard.
-Uspokój się!- krzyknął tata.
-Na waszym koncie nie ma ani złotówki- powiedziałam z opanowanie.
Zaciskam mocno pięści, żeby nie wybuchnąć po raz kolejny. Lepiej żeby to się nie stało. Nie chcę powrócić do tego miejsca. Białe ściany, łóżka podobne do szpitalnych i ludzie, którzy udawali miłych. Nazywali to "miejscem, gdzie się spokojnie wyśpię... specjalny ośrodek dla dzieci". Teraz wiem, że to było coś w rodzaju psychiatryka. Nie chcę powracać do Memphis. Nie wyjechaliśmy do Nowego Jorku tylko z powodu pracy rodziców. Wyjechaliśmy przeze mnie. Moje napady. Te koszmary, które śniły mi się co noc. Trudno o nich zapomnieć. Te przerażające istoty. Ludzie, którzy piją krew innych, ich kły. Nie chcę sobie tego przypominać. Zaraz, zaraz... Stefan. W tym momencie dotknęłam swojej szyi. Coś było nie tak. Te sny, Stefan... coś tak jakby zaczęło mi świtać. Zaczęłam sobie coś przypominać, ale nie wiem co. Te obrazy były takie niewyraźne. I nagle to. Postać z moich snów. Czerwone jak płomienie oczy. Ciało, przez które widać kości. Wypadające wnętrzności. Rozdarte na kawałki ciało. Krew. Wszędzie krew. Długie kły. Postać mówiąca "dopadnę cię". Tak, teraz wiem. To postać z dzieciństwa. Teraz ją widzę wyraźnie. Nagle poczułam się jak we śnie. Zobaczyłam postać, którą przed chwilą sobie wyobraziłam. Tym razem wygląda jeszcze gorzej. Wyciąga do mnie rękę i mówi "mówiłem, że cię dopadnę".
-Przestań! Zostaw mnie! Pomocy!- zaczęłam krzyczeć.
-Ted to znowu to. Przynieś leki- mama krzyknęła do taty z przerażeniem.
Tylko to zdążyłam usłyszeć. Ciągle widziałam tą przerażającą postać. Opadająca skóra, mięśnie i nagle poczułam ukłucie, i po prostu zasnęłam.    

*Selena*

-Tutaj mieszkam- wskazałam palcem na duży dom- Jeśli podejdziesz jeszcze bliżej rodzice pewnie wezwą policję albo wyjdą i będą kazali ci odejść- powiedziałam z głosem tak poważnym, że aż chciało mi się śmiać. 
-Lubie ryzyko- chłopak pokazał swój śnieżnobiały uśmiech.
Staliśmy na schodach. Nad drzwiami zawieszone było jedno światło, a wokół było ciemno. Ledwo co mogliśmy zobaczyć nasze twarze.
-To pa- żegnałam się ze smutkiem.
-Poczekaj... powierzyłem ci moją tajemnicę. Myślę, że mnie nie wydasz, bo policja już dawno ma mnie na radarze.  
-Skąd ta pewność?
-Nie wydasz mnie, bo sprawie, że się we mnie zakochasz- chłopak powiedział słodko, ze stuprocentową pewnością.
-Tak myślisz? Nawet nie wiesz czy cię lubię. 
-Lubisz, wiem to.
Chłopak złapał mnie za rękę. Poczułam się jakbym mogła zrobić przy nim wszystko. Skoczyć na bungee czy w ogień. Wszystko jedno. Ta chwila. to się w tym momencie dla mnie liczyło. 
-Może masz racje- zaczęłam się droczyć z chłopakiem. 
-Wyścigi to randka, ok? 
-Zobaczymy- zatrzepotałam rzęsami, jakbym była jakimś plastikiem, który może mieć wszystko, za podniesienie palca.   
-Przyrzeknij, że nie zdradzisz nikomu mojej tajemnicy. 
Potrząsnęłam lekko głową. Chłopaka zbliżył się do mnie, po czym pocałował mnie w usta. Myliłam się, że chwila, w której Trevor złapał mnie za rękę była warta zatrzymania czasu. Ten pocałunek, to jest tego warte.
-Widzisz jak łatwo się we mnie zakochujesz?


***
Nareszcie... po tygodniu nieobecności wreszcie mam laptopa, więc od razu wzięłam się za pisanie rozdziału. Wydaje mi się, że to najlepszy rozdział jaki do tej pory napisałam. Liczę na to, że będą jeszcze lepsze. Selena i Trevor... czy coś z tego będzie? Coraz więcej wątków się pojawia, ponieważ nie chciałam tak szybko rozkręcić akcji o klątwie itp. Zdradzę tylko, że w zakładce "Bohaterowie" napisałam o jednym wątku. Wszystkie wątki (nawet te miłosne) mają ze sobą powiązanie. Wszystko dokładnie mam przemyślane. W mojej głowie rodzi się coraz więcej pomysłów, więc mam o czym pisać w następnych rozdziałach. Wiem, że mało pisze teraz o Stefanie, ale spokojnie niedługo się pojawi :)

Posłuchajcie tej piosenki... przy niej pisałam cały rozdział, co jest dziwne, bo ja nie słucham muzyki.


2 KOMENTARZE=NASTĘPNY ROZDZIAŁ

piątek, 13 lutego 2015

Rozdział 15

Zaczęłam odwzajemniać pocałunki. Ściągnęłam czarny T-shirt Damona. On zrobił to samo z moją bluzką. Swoją drogą dobrze, że założyłam swój najładniejszy stanik.
-Jesteś pewna, że tego właśnie chcesz?
-Tak- odpowiedziałam nie zastanawiając się długo.
Damon zaczął rozpinać mój stanik gdy nagle usłyszałam dźwięk dzwonka.
-Cholera! Kto to?
-Ubieraj się szybko- powiedziałam do Damona.
-Chwilka!- krzyknęłam do nieoczekiwanego/ych gościa/i.
Trzy minuty później byliśmy już ubrani. Otworzyłam drzwi. Ujrzałam w nich moich rodziców.
-Cze..cześć- wydukałam- co wy tu robicie?
-Cześć córeczko. Przyjechaliśmy cię odwiedzić.
-Wejdźcie.
Gdy tylko tata przestąpił próg domu zrobił skrzywioną minę.
-Witam!- powiedział z grzecznością Damon do moich rodziców.
Pocałował moją mamę w rękę, a tacie uścisnął serdecznie dłoń.
-Co za młodzieniec!- powiedziała szeptem do mnie mama na ucho.
-Trochę tu nabałaganiliśmy, bo oglądaliśmy film- próbowałam się wytłumaczyć przed rodzicami, gdy zobaczyłam jaki zrobiliśmy bałagan. SZCZEGÓLNIE na kanapie. Spojrzałam na Damona. Zauważyłam, że chce przypodobać się rodzicom.
-Oj, to nic.
-Przyjechaliście na długo?
-Dokładnie jeszcze nie wiemy. Mamy nadzieję, że na długo, jeśli nie będzie ci to przeszkadzać- odpowiedział za mamę tata, gdy ta otwierała już usta.
Chwilę potem wszyscy prowadziliśmy ożywioną rozmowę. Ja oczywiście udawałam. Nie przyjechaliby tu bez powodu. Oni nigdy mnie nie odwiedzają. Musiało się coś stać albo czegoś chcą ode mnie. Postanowiłam zapytać o to ich, jednak kiedy Damon już pójdzie. Udają przed nim perfekcyjne małżeństwo, nawet wychodzi to im wiarygodnie. Ja na szczęście nie dam się nabrać.
-Zrobiło się późno. Pójdę już- chłopak zakończył grzecznie rozmowę, po czym wstał z sofy.
-Może zostaniesz na kolację?- zaproponowała mama.
-Nie chcę się narzucać...
-Nie przeszkadzasz. Pooglądajcie jakiś film lub poróbcie coś innego, a my ugotujemy pyszną kolację.
-No dobrze...
Oboje odprowadziliśmy rodziców wzrokiem do kuchni. Chyba tylko na to czekaliśmy, żeby poszli sobie gdzieś, żebyśmy mogli dokończyć to co zaczęliśmy. Zaczęłam się śmiać z Damona.
-Co ci?
-Nic, nic.
-Śmiejesz się ze mnie?
-Zgadłeś- nadal nie mogłam powstrzymać śmiechu.
Chłopak zrobił nadąsaną minę, ponieważ nie wiedział z czego się tak śmieje.
-Nie wkurzaj się. Po prostu widzieć cię takiego grzecznego, kulturalnego.. gdybyś zobaczył siebie sam to też zacząłbyś się śmiać.
-Cóż powiedzmy, że chcę, aby twoi rodzice mnie polubili, ponieważ będę spędzał u ciebie duuuużo czasu.
-Dużo?
-Bardzo dużo- chłopak uśmiechnął się uroczo do mnie- idziemy na górę dokończyć to co zaczęliśmy?
-Rodzice- ściszyłam głos.
-I tak chodźmy.
-To co będziemy robić?- zapytałam.
-Ty mi powiedz.
I w tej chwili byłam już w objęciach przystojnego chłopka.
-Rodzice Damon, RODZICE.
-Jeśli będziemy się całować to nie usłyszą.
Wiadomo było co się zaraz wydarzy. Nie przeszkadza mi to. Musnęłam usta chłopaka. Na nic więcej nie może liczyć. Przecież są rodzice.
-Może u ciebie innym razem.
Damon jest chyba rozczarowany, sądząc po jego minie, ale nie zaryzykuje, żeby rodzice nas nakryli. Wzięłam do ręki czekoladę z szafki nocnej. Wczoraj nie dokończyłam jej jeść. Codziennie w nocy jem przed spaniem tabliczkę czekolady. Tak, wie, jestem łakomczuchem, ale bez niej nie mogę usnąć.
-Mam pomysł. Może porobimy sobie zdjęcia?- zaproponował Damon.
-Przecież wiesz co sądzę o robieniu mi zdjęć. Poza tym musiałabym od nowa zrobić sobie fryzurę, przebrać się- zaczęłam marudzić.
-Jesteś piękna. Nie musisz nic zmieniać, żeby zrobić sobie zdjęcie.
-Dzięki, ale idę do łazienki się ogarnąć- pocałowałam chłopaka w policzek, po czym pobiegłam do łazienki.

*15 minut później*

-Skończyłaś?- spytał zniecierpliwiony Damon.
-Nie mam się w co ubrać- odpowiedziałam ze zrezygnowaniem. 
-Następny powód, dlaczego nie chciałbym być dziewczyną- zaczęliśmy się śmiać.
-To chodź tutaj i mi pomóż. 
Damon wszedł do łazienki. Byłam w samej bieliźnie i szlafroku. Czułam jego oddech na moim ciele. 
-Tam jest garderoba- wskazałam chłopakowi miejsce, gdzie chyba zawsze najdłużej przesiaduję. 
-Nie, nie, nie, zbyt skromna, nie, nie, odkrywa za mało.
Prychnęłam. I mówią, że to dziewczyna nie może się zdecydować w co ubrać.
-Idealna- zakończył 19-latek. 
-Serio?- zrobiłam wielkie oczy- kupiłam ją razem z Seleną, kiedy sfałszowałyśmy dowody, żeby pójść na imprezę. Sukienka miała być... wyzywająca? I teraz mam ją włożyć- wytłumaczyłam. 
-Cóż masz jeszcze rok, żeby pochodzić w takich sukienkach- Damon zaczął się zgrywać. 
-To był pierwszy i ostatni raz.
-Przy mnie.. na pewno nie.
-Na żadną imprezę mnie nie wyciągniesz.
-Zobaczymy... Włóż ją. 
-Ok- powiedziałam niechętnie.

*Godzinę później* 

-Kolacja- krzyczała mama z dołu.
-Muszę się przebrać- powiedziałam.
Ta godzina zleciała nam naprawdę szybko. Gadaliśmy o różnych rzeczach, wygłupialiśmy się. 
-Podaj mi dłoń- powiedział Damon. 
-Chcesz się trzymać za dłoń?- zrobiłam zdziwioną minę.
-Twoi rodzice chyba muszą wiedzieć o tym, że jesteśmy razem.
-Na prawdę tak uważasz?- uśmiechnęłam się szeroko.
-Tak. Wiesz Lucy, bardzo mi się podobasz- Damon zaczerwienił się. 
-Ty mi też Damon.
Zbliżyliśmy się do siebie, po czym zaczęliśmy się całować.
-Kolacja... nie słyszeliście jak mów... oj przepraszam- speszyła się mama, gdy zobaczyła nas całujących się. 
Oderwaliśmy się od siebie. Na naszych twarzach pojawiły się rumieńce.
-Będziecie tak stać czy idziecie na kolacje?- spytała mama, która raz patrzyła na mnie, a raz na Damona.
Zeszliśmy na dół trzymając się za ręce. W końcu mama już wie, że jesteśmy razem, więc co szkodzi na przeszkodzie, żeby i tata się dowiedział. Mój tata jest... surowy. Jego praca to całe życie. Mama jest natomiast wyrozumiała, jednak prace stawia i tak na pierwszym miejscu. Udają wspaniałe małżeństwo, jednak gdy zostaną sami to ciągle się kłócą. Kocham swoich rodziców, pomimo tego że nigdy o mnie nie dbali i nie dbają. Ich jedyną troską o mnie to wysyłanie pieniędzy i różnych niepotrzebnych prezentów. Zobaczyłam pięknie zastawiony stół. Przepiękny zapach świec unosił się w jadalni.
-To jakaś specjalna okazja?- pytałam rodziców z podejrzeniem.
-Nie, skąd. Chcieliśmy tylko żeby było miło- wytłumaczył tata.
-Kolacja podana- powiedziała entuzjastycznie mama.
Spojrzałam na talerz. Spaghetti. Moje ulubione danie z dzieciństwa. Coś tu jest nie tak... pięknie zastawiony stół, moje ulubione danie, rodzice przesadnie mili, nie przeszkadza im obecność chłopaka. Oni coś ode mnie chcą. Wiedziałam od początku, że nie przyjechali tu specjalnie dla mnie. Wszyscy jedli w ciszy i skupieniu. Niekiedy prowadziliśmy jakąś rozmowę, która nieszczególnie mnie interesowała. Czuję się oszukana.
-Więc jesteście parą?- zapytała mama.
Gdy usłyszałam to pytanie zakrztusiłam się piciem. Na szczęście szybko opanowałam sytuację, więc chyba nikt tego nie zauważył.
-My...-zaczęłam.
-Tak, jesteśmy parą- odpowiedział dumnie za mnie Damon.
-Tak myślałam- mama uśmiechnęła się do mnie, ja natomiast zaczerwieniłam się.

***

-Dziękuję za pyszną kolację- powiedział Damon.
-Nie ma za co.
Rodzice odeszli od nas, dając nam więcej swobody.
-Musimy to powtórzyć- zaczął chłopak.
-Kolacje?- prychnęłam.
-To- odpowiedział.
Spojrzałam na niego podejrzliwie. Chłopak pocałował mnie w usta, a ja się zaczerwieniłam. Pomachał mi ostatni raz, po czym zniknął za drzwiami swojego domu. Po tym dniu czuję się tak dziwnie. Czuję coś, czego nie mogę nazwać. Czuję motylki w brzuchu gdy widzę Damona, a gdy on mnie całuje czuję się jak najszczęśliwsza osoba na świecie. Wiem, że to więcej niż zauroczenie, ale nie jestem pewna czy to miłość, dlatego też nie umiem nazwać co czuję w stosunku do Damona.


***
1. Dziękuję za 108 osób, które przeczytało 14 rozdział. To wspaniałe uczucie, gdy widzi się takie wyniki. Mam wtedy bardzo dużo weny, a więc szybciej pojawiają się rozdziały.
2. Wiem już kto wcieli się w rolę Trevora :)
3. Dziękuję Wybrance Nocy za podsunięcie pomysłu. Aktor nie będzie Trevorem, jednak podpowiem, że będzie kimś z rodziny Lucy. Zgadnijcie kto :D
4. Nadal czekam na szablon, który mam nadzieję będzie już wkrótce.
5. Uaktualnię zakładkę "Bohaterowie" gdy będzie trochę więcej wątków o Trevorze. Również pojawią się w tej zakładce rodzice Lucy - Ashley i Ted.
6. Znacie może jakieś fajne seriale fantasty (istoty nadnaturalne)? Oglądałam już ich wiele, jednak obejrzałam wszystkie.


8 KOMENTARZY=NASTĘPNY ROZDZIAŁ




wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 14

-Lucy zaczekaj!-zawołał Stefan- mamy robić ten projekt, więc może wpadnę do ciebie dziś i go zrobimy.
-Mnie pasuje- delikatnie uśmiechnęłam się.
-18?
-Ok.

***

-Poszukam informacji w Internecie, a ty w książkach dobra?- zapytałam.
Stefan otworzył książki, po czym zaczął je czytać. 
-Tak właściwie to skąd tyle wiesz o wojnie secesyjnej? To znaczy wiesz... na historii.
-Wiem. Po prostu- uciął. 
...,bo uczestniczyłem w niej- Stefan powiedział szeptem. Jednak ja to usłyszałam. Nic nie chciałam mówić. Byle szybciej skończyć ten projekt.
-Te informacje wpiszemy tutaj, a te tu. Co z obrazkami?- próbowałam zacząć rozmowę.
-W porządku. 
Zauważyłam, że Stefan nie jest dziś zbyt rozmowny. Postanowiłam, więc zapytać.
-Stefan wszystko w porządku?
-Pewnie. Czemu pytasz?
-Wydajesz się tak jakby.. nieobecny.
-Czasami po prostu wolę o niczym nie rozmawiać, tylko spokój i cisza.
Skinęłam tylko głową. Jeśli miał zły humor... zresztą to nie moja sprawa.
-Podasz mi nożyczki?- chłopak zapytał.
Sięgnęłam po nie, gdy nagle wyśliznęły mi się z rąk. Skończyło się przecięciem skóry. Z palca poleciała mi krew. Zauważyłam jak Stefan łapczywie patrzy się na moją ranę. 
-To nic takiego. Niezdara ze mnie- próbowałam obrócić tą całą sytuację w żart. 
Zobaczyłam jak kolor źrenic Stefana zmienia się na czerwony. 
-Wszystko w porządku? Za dobrze nie wyglądasz.
Chłopak zignorował mnie. Odwrócił się w stronę okna. Pewnie dlatego, żebym nie zauważyła, że boi się krwi. Tak sądzę. Przecież zawsze gdy widzi krew zaczyna źle się czuć. Podążyłam za nim wzrokiem. Zobaczyłam jego odbicie w oknie. Czerwone źrenice oraz przeraźliwy wygląd. 
-Stefan wszystko w porządku?-zapytałam niepewnie.
-Lucy UCIEKAJ!- krzyknął.
Nastolatek odwrócił się. W końcu mogłam ujrzeć jego twarz oraz jego... kły. Stefan szedł w moją stronę. Ciągle krzyczał żebym uciekała. Mimo, że wyglądał okropnie nie bałam się. 
-Stefan co ty robisz?!
-Proszę cię uciekaj. Dłużej nie wytrzymam. 
-O czym ty mówisz?
-Nie rozumiesz?!!! Chce rozszarpać twoje gardło, a potem napić się twojej krwi. Uciekaj!
Mimo, że usłyszałam dokładnie co mówił zachowałam zimną krew.
-Nie Stefan. Nie boję się ciebie. 
-UCIEKAJ!- ch łopak krzyknął ze złości.
Naprawdę zaczynałam się bać. Zbiegłam szybko ze schodów. Pobiegłam w stronę kuchni. Złapałam za nóż. Teraz nie zastanawiając się, byłabym w stanie zranić Stefana. Nim się odwróciłam chłopak stał przy mnie. Patrzył na mnie swoimi oczami w kolorze krwi.
-Ostrzegałem-powiedział chłopak jakby na pożegnanie.
Po raz ostatni ujrzałam chyba Stefana. Jego kły wbiły mi się w tętnice. Czuje jakby wypływało ze mnie życie. Czułam się coraz słabiej i słabiej, aż w końcu zaczęłam mdleć. Usłyszałam ostatnie głosy "Stefan przestań!"

*Damon*

-Co ty do cholery wyprawiasz?!
Nie mogłem opanować emocji. On chciał zabić Lucy. Moją Lucy.
-To przez tą klątwę. Musimy się śpieszyć.
-To nie żadne wytłumaczenie! Gdybym nie ja to byś ją zabił.
-Klątwa jest zbyt silna. Wkrótce będzie miała wpływ także na ciebie.
-Może masz racje, ale musimy jej o wszystkim powiedzieć- powiedziałem z opanowaniem.
-Dobra. Chyba już czas, ale co będzie jak ona pomyśli, że zwariowaliśmy.
-Będzie musiała zapomnieć- powiedziałem z zrezygnowaniem.

***4 godziny później***

Obudziłam się na kanapie w salonie z potwornym bólem głowy. Nie byłam w stanie przekręcić szyji. Naprzeciwko mnie    stał stół. Siedział na nim zniecierpliwiony Stefan. Wszystkie wydarzenia wróciły gdy go ujrzałam.
-Co ty tu robisz?! Wynoś się z mojego domu!- zaczęłam krzyczeć.
-Lucy spokojnie- powiedział łagodnym tonem Damon.
-A ty skąd się tu wziąłeś? 
-Musimy ci o czymś powiedzieć-dodał Stefan.
-Wy? Myślałam, że się nie lubicie.
-Cóż... po części to prawda- wtrącił się Damon.
-Lucy... my jesteśmy braćmi.
-Co? Macie przecież inne nazwiska.
W głowie mi się nie mieściło. Chyba nie byłam na to gotowa. Dwójka osób, którzy są dla mnie ważni okazali się braćmi.
-Dość łatwo to zmienić- kontynuował Stefan- jednak nasze prawdziwe nazwisko to Salvatore.
-Zanim powie to mój kochany braciszek-powiedział z sarkazmem- ja jestem tym złym.
-Nie chce tego słuchać! Wyjdźcie z mojego domu! Jesteście... POTWORAMI! Co Stefan mi zrobił?!- krzyczałam wniebogłosy.
-Stefan to jeszcze nie czas na to- Damon powiedział ze smutkiem.
Stefan słysząc to podszedł do mnie. Spojrzał mi głęboko w oczy. Nie wiedziałam co chłopak miał zamiar zrobić.
-Dokończyliśmy projekt. Źle się poczułaś, więc ja poszedłem do domu, a ty spać. Damona tutaj nie było. Zapomnij o tych wydarzeniach.
Zrobiłam się strasznie śpiąca. Poszłam do swojego pokoju i wtulona w łóżko usnęłam.

*Następnego dnia*

-Lucy i Stefan dostajecie szóstki. Mam nadzieję, że to nie tylko zasługa Stefana- powiedział nauczyciel od historii.
Dziwne... nie pamiętam żebyśmy skończyli projekt. Po lekcji zdecydowałam, że zapytam o to chłopaka.
-Stefan poczekaj!- krzyknęłam z drugiego końca korytarza.
-Tak?
-Skończyłeś projekt sam?
-Co?
-Projekt na historie.
-A tak... przepraszam jestem ostatnio bardzo zamyślony. Skończyłem go u siebie.
-Dzięki. Przepraszam, że wczoraj usnęłam.
Stefan wydawał się bardzo dziwny. Nie wiem co mu się stało. Gdy na mnie patrzył wydawało mi się, że siebie nienawidzi, jednak nie wiedziałam za co.
-Nic się nie stało. Naprawdę. I tak nie miałem żadnych planów na wieczór.
-Po prostu głupio mi- zaczęłam się tłumaczyć. Przecież po raz kolejny usnęłam przy Stefanie.
-Przepraszam cię, ale muszę już iść- chłopak powiedział wymijająco. Chyba nie chciał ze mną rozmawiać, ale co ja mu takiego zrobiłam?
-Jasne- uśmiechnęłam się sztucznie.
-Hej, widzimy się na koncercie?
-Yhy- i znowu sztuczny uśmiech.
Dziś piątek.  Nie mam żadnych planów na dzisiaj. Zapytam Selenę, czy nie obejrzałybyśmy jakiegoś filmu. Ostatnio szaleję za "Love, Rosie". Może to właśnie dobry wybór, chyba że Selena nie będzie chciała oglądać komedii romantycznych, ale odkąd pojawił się Trevor to kto wie...
-Cześć skarbie!- powiedział Damon do mnie słodko.
-Hej!
Chłopak podszedł i pocałował mnie w policzek. W tym samym momencie podeszła do nas Selena.
-Idźcie do domu- powiedziała z takim przekonaniem, jakby miało się coś zdarzyć strasznego. Uśmiechnęłam się szeroko.
-Ja się zgadzam, a ty Lucy?- zapytał bez dłuższego zastanowienia chłopak.
-Może innym razem- puściłam oczko do chłopka. Może narobiłam mu nadziei. "Może" pewnie odebrał jako "Tak".
-Selena oglądamy dzisiaj jakiś film?- zapytałam przyjaciółki.
-Przepraszam, ale oprowadzam Trevora po mieście. Może obejrzysz go z Damonem?- dziewczyna nagle wyskoczyła z pytaniem. Raczej Damon nie będzie chciał oglądać romansidła.
-Mnie pasuje- wtrącił się chłopak.
-Ok... to widzimy się w sobotę na koncercie The Vamp?
-Pewnie- uśmiechnęłam się do dziewczyny, która odchodziła już od nas.
-Na czym skończyliśmy ostatnio kochana?
-Jak to?
Nim zdążyłam się dłużej zastanowić byłam już w objęciach Damona. Zaczął całować mnie namiętnie. Nie mogłam się powstrzymać od nie odwzajemniania pocałunków.
-Przestańcie na miłość boską! To szkoła- zaczęła lamentować wysoka kobieta, w okularach, które były zaczepione na jej nosie i ledwo się trzymały. Oto nasza bibliotekarka.
-Przepraszamy Pani Hills- odpowiedziałam grzecznie.
Gdy tylko kobieta odeszła zaczęliśmy się śmiać. Uczniowie przechodząc brali nas pewnie za wariatów, ale to naprawdę było śmieszne.
-Więc jak? Mam do ciebie przyjść?
-Jeśli chcesz oglądać komedie romantyczną to zapraszam- szeroko uśmiechnęłam się do chłopaka.
-Nie będę udawał, że nie lubię takich filmy, ale dla ciebie wszystko- chłopak pocałował mnie w czoło.

*Wieczorem*

Damon miał przyjść na godzinę 18. Spojrzałam w lustro. Potargane włosy, niechlujne ubranie, a na nogach moje kochanie buty w świnki. Nic tylko pokazać się tak Damonowi. Postanowiłam się ogarnąć. Zaczęłam od wzięcia prysznica. Umyłam się starannie truskawkowym żelem pod prysznic, po czym starannie opłukałam się gorącą wodą. Umyłam włosy. Po wyjściu zaczęłam suszenie. Już po 15 minutach stałam w szlafroku zastanawiając się w co mam się ubrać. Brakuje mi Seleny. Ona zawsze wie co mam założyć. Postawiłam na ubranie, w którym dobrze się czuje. Luźny top, a do tego legginsy. Fryzura - kłos. Podmalowałam się lekko różem. Jednak nie zrezygnowałam z moich ukochanych ciapek w świnki. Zanim chłopak przyjdzie ja już dawno nie będę ich miała na nogach. Spojrzałam na zegarek. Za piętnaście 18. Chyba czas przyrządzać przekąski. Do salaterek nasypałam różne chipsy. W mikrofalówce słyszałam głośną strzelaninę kukurydzy, która zamieniała się w popcorn. Na stolik położyłam wszystkie rzeczy. Doniosłam jeszcze szklanki z napojem. Chwilę później usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie był to nikt inny jak Damon. W ręku trzymał wino z 1828 roku.
-Wow, skąd wytrzasnąłeś to wino?
-Powiedzmy, że jestem kolekcjonerem- chłopak uśmiechnął się do mnie- żadnego buziaka na powitanie nie dostanę?
-Wejdź- pocałowałam chłopaka w usta, po czym zaprowadziłam do salonu.
-Gdzie masz kieliszki?
-W górnej szafce po prawej- odpowiedziałam.
Chwilę później oglądaliśmy film, zajadaliśmy się przekąskami oraz piliśmy wytrawne wino.
-Nie mogę w to uwierzyć, że zgodziłem się na oglądanie takiego filmu- chłopak zrobił nadąsaną minę.
-Następny film wybierzesz ty- uśmiechnęłam się szeroko- poza tym film jest naprawdę smutny. Pewnie gdyby nie ty to już dawno bym płakała.
-Możesz płakać ile chcesz. Mnie to nie przeszkadza- Damon uśmiechnął się delikatnie.
-Nie jest ci zimno, bo ja zamarzam- oznajmiłam- pójdę po koc.
-Równie dobrze możesz przytulić się do mnie- powiedział.
Oczywiście, że skorzystam. Nie mogę przegapić takiej okazji. Wbiegłam szybko do mojego pokoju po różowy, milutki koc. Chwilę później byłam już przy kanapie w salonie. Opatuliłam się kocem, po czym przytuliłam się do Damona. Siedzieliśmy tak wtuleni do końca filmu. Końcówka filmu i oczywiście musiała polecieć mi ta łza. Myślałam, że Damon jej nie zauważy.
-Płaczesz?- chłopak zapytał z niedowierzaniem.
-Nieee- oblałam się rumieńcem- oj po prostu to przez ten film. Oj już bądź po prostu cicho i nie zwracaj na mnie uwagi.
-Dobra, dobra o nic się nie czepiam. Oglądamy teraz... horror- chłopak oznajmił, a nie zapytał.
Wiedziałam od razu, że to zły pomysł. Boję się oglądać takie filmy.
-Nie, proszę cię tylko nie horror.
-Ja musiałem obejrzeć te loffki, więc ty oglądasz horror- czyżby chłopak chciał się odegrać?
Już 20 minut później ściskałam mocno dłoń chłopaka, za każdym razem, gdy działo się coś strasznego. Za to Damon ani drgnął. Wspięłam się po nim lądując na jego kolanach.
-Nienawidzę horrorów- zrobiłam nadąsaną minę.
-Nie bój się- chłopak oznajmił ze spokojem- choć nie ukrywam, że podoba mi się, że siedzisz mi na kolanach.
-Moglibyśmy porobić tysiąc innych rzeczy takich jak na przykład... wygłupianie się, całowanie i mnóstwo innych rzeczy.
-W takim razie wybieram całowanie- Damon wyłączył film. Najnormalniej w świecie podszedł do mnie i zaczął mnie całować.



***
1. To chyba najdłuższy rozdział, jaki napisałam na blogu :D Postaram się jeszcze o dłuższe, jednak na zegarku 03:07, więc jestem zmęczona.
2. Zamówiłam już szablon. Wkrótce pojawi się on na blogu.
3. Trevor... hmm .... miałam uaktualnić zakładkę "Bohaterowie", jednak nie mam pomysłu kim może być chłopak. Dlatego też proszę, żebyście pisali w komentarzach kto może się wcielić w postać Trevora.
4. Proszę o komentarze, ponieważ bardzo mnie one motywują.

5 KOMENTARZY=NASTĘPNY ROZDZIAŁ


Obserwatorzy